Zasię wymknęli się oni z Panem Lawenem ze dworu tak cicho, że nikt prócz najbliższych Pana Lancelota krewnych nie wiedział, co się z rycerzem stało. A bądźcie pewni, że jak najlepszego u pustelnika doznał Pan Lancelot przyjęcia. Co dnia nad źródełko, co tam w pobliżu tryskało, chodził i w trawie leżąc, patrzył, jak się bąbelki lekuchne na wodzie pluskającej wzdymają. Nieraz i sen go tam chwycił.
Zasię w owym czasie pani jedna w lesie tym przebywała. A łowczyni z niej była nie lada. Co dnia na łowy się wyprawiała, a nigdy mężczyzn, zawsze niewiasty tylko ze sobą biorąc. A władały owe niewiasty łukami nader sprawnie i łanię, czy to w kniei, czy w polu, umiały ustrzelić. A wyjeżdżały one w las w łuki i strzały zbrojne i rogi miały ze sobą, i noże myśliwskie, także i psy zacne.
Owóż zdarzyło się, że ta pani, łowczyni wielka, łanię ścigała, za głosem psów swoich zdążając. Łania, utrudzona już wielce, źródełka dopadła, gdzie Pan Lancelot śpiący spoczywał, i przez dłuższą chwilę jak bez ducha tam leżała. Wreszcie psy ku niej nadbiegły, hałas okropny z radości czyniąc, całkiem już były bowiem z tropu wypadły. Na to i łowczyni nadjeżdża, poznawszy po radosnym psów ujadaniu, że łanię nad źródełkiem znalazły. Tedy chyżo łuk swój napina i strzałę mocną wypuszcza. Ale że za wysoko mierzyła, miast192 łani Pana Lancelota głęboko w udo ugodziła.
Ból czując, jak szalony rycerz z ziemi się porwał i panią, która go postrzeliła, ujrzał. A widząc, że z niewiastą ma sprawę, tak jej powiedział:
— Pani, albo też panno, kimkolwiek jesteś, w złej chwili łuk swój napięłaś. Diabeł cię chyba strzelać uczył.
— Daruj mi, miły panie — ona odpowie — niewiastą jestem szlachetnego rodu, w tej kniei nawykłą polować, prawdziwie też nie dostrzegłam ciebie. Łania tu nad źródełkiem była, którą chciałam ustrzelić, ale mi ramię drgnęło.
— Niestety — Pan Lancelot na to rzeknie — wielkąś mi uczyniła krzywdę.
I tak odjechała ta pani, zasię Pan Lancelot, jak potrafił najlepiej, strzałę z rany wyjął, ale ułamał się grot i w ciele pozostał. Tedy krwawiąc, ledwo do pustelni rycerz się dowlókł. Słusznie też mniemać możecie, że się wielce złą przygodą Pana Lancelota Pan Lawen z pustelnikiem zasmucili. Nic im jednak rycerz nie rzekł, jak i kto go zranił. Z wielką biedą pustelnik grot z uda rannego wydobył, ale wiele przy tym krwi Pan Lancelot utracił i rana dolegała mu srodze. Przeto jęknie:
— Ach, litości! Spośród wszystkich ludzi jam najnieszczęśliwszy. Kiedy tylko o sławie zamyślam, zawsze zła mnie jakaś przygoda spotyka. Ale, tak mi dopomóż Bóg, niech się co chce dzieje, a na turnieju w dniu Panny Marii Gromnicznej w polu stanę.
Uczyniono tedy wszystko, aby rycerza uleczyć. A kiedy nadszedł dzień wyznaczony, Pan Lancelot z Panem Lawenem, siebie i konie swoje pięknie przystroiwszy, pod Westminster pojechali i w polu w czas stanęli. A wielu rycerzy zacnych, każdy ze swoimi ludźmi, tam ściągnęło. Sam król Artur w pole z dwustu rycerzami wystąpił, a większość z nich do Bractwa Okrągłego Stołu należała. Zasię na wzniesieniu starzy rycerze z królową zasiedli, aby osądzić, komu pierwszeństwo się należy.