A kiedy odtrąbiono turnieju otwarcie, ruszyli rycerze do walki, mieczami się i włóczniami zawzięcie w zgiełku turniejowym rażąc. Sam król Artur w szranki skoczył, stu rycerzy ze sobą mając. Zaraz też czterech szermierzy jednego po drugim na ziemię obalił. A nawet kiedy włócznię złamał, pięknie bardzo sobie poczynał.
Rycerz za rycerzem w szranki wyjeżdżał. Pan Gawain i Pan Gaheris, Pan Agrawen, Pan Mordred i inni. Każdy z zapałem na przeciwnika nacierał — jedni niepowodzenia doznając, inni wielką się sławą z powodu dzielności swojej okrywając.
Pan Lancelot wszystko to, co się na polu działo, widział. I od razu jako piorun na pole z Panem Lawenem runął. Z Panem Gawainem się potykał i z wielką siłą z koniem razem go obalił, potem jednego rycerza po drugim na ziemię strącał, a wszystko to jedną włócznią zdziałał. Tymczasem Pan Lawen z Panem Palamidesem się starł, a z takim rozpędem i taką siłą się zwarli, że obaj razem z końmi na ziemię runęli. Ale wnet znowu koni dosiedli. Wówczas Pan Lancelot z Panem Palamidesem się spotkawszy, na dobre go obalił.
I tak Pan Lancelot, tyle tylko czasu tracąc, ile go trzeba, aby włócznię zmienić, trzydziestu rycerzy w mgnieniu oka prawie pokonał, a większość z nich rycerzami Okrągłego Stołu była.
Gniew zdjął króla Artura, gdy na takie żniwo Pana Lancelota patrzył, i dziewięciu co najlepszych rycerzy zebrawszy, gotował się z nimi na Pana Lancelota i Pana Lawena uderzyć.
Dostrzegł to Pan Garet i do Pana Borsa powiedział:
— Cokolwiek by z tego wyniknąć miało, podjadę ja do pana swego, Lancelota, ażeby go pomocą swoją wesprzeć. On to przecie rycerzem mnie uczynił.
A na to Pan Bors:
— Tego ci czynić nie radzę, chyba żebyś w przebraniu był.
— Tedy wnet mnie w przebraniu ujrzysz — Pan Garet mu odrzeknie.