Gdy opuścił wreszcie Balin ziemie zniszczone, cieszył się wielce, a po wielu dniach krzyż jeden przy drodze zobaczył. Na krzyżu złotem pisane litery głosiły napis taki: „Żaden samotny rycerz niech ku tamtemu w dali zamkowi jechać się nie waży”. Potem ujrzał Balin starca sędziwego, który podszedłszy doń66, powiedział:

— Balinie Dziki! Nadjechawszy tu, przekroczyłeś zakreślone tobie granice, przeto zawróć, a wyjdzie ci to na dobre.

Zniknął starzec i wówczas usłyszał Balin granie rogu, jako bywa w puszczy, gdy padnie zwierzę śmiertelnie ugodzone.

— Mnie to grają pośmiertne — rzecze Balin — i jam tu zwierzyną, ale przecie żyję jeszcze.

Wnet potem ujrzał ciżbę całą dam pięknych i rycerzy, a wszyscy wydawali się być wielce uradowani jego przybyciem i powitali go na pozór mile. Zaraz też do zamku go zawiedli, a tam tańcem się zabawiano i słuchano pieśni minstreli67 i weselono się na wszelkie sposoby. A największa z dam, pani tego zamku, tak Balinowi powiada:

— Rycerzu, masz mieć sprawę z rycerzem jednym, który tu nieopodal na wyspie przebywa, a nie przepuści on nikogo, zanim wpierw walki z nim nie stoczy.

A na to Balin:

— Niedobry to całkiem obyczaj, kiedy rycerz jechać dalej w swoją drogę nie może, zanim walką się nie okupi, skoro jednak tak mi wypada, gotów jestem się potykać. A choć w podróży często człek zdrożony bywa, a i koń jego także, przecież, chociaż koń mój osłabł, serce we mnie nie osłabło.

Rzecze wówczas Balinowi jeden z rycerzy:

— Panie, widzi mi się, że tarczę masz nietęgą, pozwól, że ci swojej użyczę.