— Dobrze mówisz — rycerz jej odpowie — niech mnie Bóg od twoich sztuczek strzeże.
I tak konia dosiadł i od panny odjechał, wkrótce też siostrę Pana Meliota spotkał. Ta do zamku go zawiodła, gdzie Pan Meliot, szary jak ziemia z krwi upływu, leżał. Skoczył ku niemu Pan Lancelot i mieczem Pana Gilberta ran jego dotknął, potem otarł je skrawkiem owej opończy, w którą ciało Pana Gilberta było spowite. I wstał Pan Meliot zdrów zupełnie, jakby był wcale nie chorował. Wielka też między nimi zapanowała radość. Potem Pan Meliot z siostrą Pana Lancelota, jak mogli najlepiej, ugościli, nazajutrz zaś rycerz pożegnał ich i dalej pojechał.
XIII. O rycerzu, damie i sokole
Owóż przypadkiem po drodze Pan Lancelot na piękny zamek natrafił, a kiedy wpodle zamku jechał, spostrzegł sokoła, który nad głową mu przeleciawszy, ku wysokiemu wiązowi się kierował. A kiedy sokół ten na drzewo wzleciał i na gałęzi sobie miejsca szukał, linka, którą miał u nóg uwiązaną, o gałąź się zaplątała, tak że gdy poderwał się, ulecieć nie mógł i głową w dół na sznurze zawisł. Widział Pan Lancelot, jak piękny ptak na drzewie uwięziony wisi, i żałował sokoła.
A tu z zamku dama wychodzi i głośno woła:
— O Lancelocie, Lancelocie, ty, co kwiatem wszystkiego rycerstwa jesteś, pomóż mi sokoła mego dostać. Trzymałam go w ręku, a oto wyrwał mi się. Jeśli zaś pan mój i małżonek dowie się, że sokół przepadł, zabije mnie.
— Jakże się pan twój zowie? — Pan Lancelot zapyta.
— Panie — dama odrzecze — zowią go Panem Felotem, rycerzem jest z Northgalis.
— A więc, piękna damo — Pan Lancelot jej powie — ponieważ znasz moje imię i żądasz, abym jako dworny rycerz z pomocą ci pośpieszył, zrobię, co będę mógł, aby ci sokoła dostać. A jednak prawdziwie nietęgo113 po drzewach łazić umiem, a pień ma ten wiąz wysoki i konary na nim rzadkie.
To powiedziawszy, Pan Lancelot z konia zsiadł i o pień wiązu uzdę okręcił. Potem dama dopomogła mu ze zbroi się rozdziać i rycerz szybko i zwinnie wspiął się, gdzie sokół nieszczęsny wisiał. Linkę, od nóg ptaka idącą, do gałęzi spróchniałej uwiązał, potem ułamawszy gałąź, razem z sokołem na ziemię ją rzucił.