W jakiś czas potem zdarzyło się, że Pan Lancelot z Jeziora niechcący królową Ginewrę ciężko obraził. Ta zaś, wyrzuty srogie mu czyniąc, zdrajcą nieszczerym go nazwała i kazała z dworu swego precz jechać. A tak się jej słowami Pan Lancelot przejął, że ze zmartwienia całkiem od rozumu odchodził. W nieprzytomności przez okno w ogród zamkowy skoczył, a że na ciernie natrafił, twarz całą okrutnie sobie podrapał. I przed siebie tak pobiegł, nie wiedząc sam, dokąd pędzi, i przez długi czas nikt z najbliższych nawet jego krewniaków nie wiedział, co się z rycerzem stało.
Wkrótce jednak królowa Ginewra żal wielki poczuła, że się tak srogo z wiernym swoim rycerzem obeszła, i na kolanach Pana Borsa144, Lancelotowego siostrzana, i innych jeszcze rycerzy błagała, aby po Anglii całej, Walii i Szkocji szukać Pana Lancelota jechali.
Zgodzili się na to ci rycerze szlachetni i wyruszyli po dwóch, po trzech, razem się trzymając, a zawsze z góry się umówiwszy, gdzie się spotkać mają, aby wieści sobie wzajem udzielić.
Wówczas i Pan Aglowal z Panem Percewalem wyruszyli, najpierw jednak do matki swojej zajechali. A królową ona w owym czasie była. Dwóch synów swoich ujrzawszy, serdecznie z radości zapłakała, mówiąc:
— O, synkowie kochani, gdy ojca waszego zabito, pięciu synów mi pozostało, a do dziś dnia trzech już poległo. Nigdy moje serce nie dozna pociechy.
Potem przed Aglowalem i Percewalem uklękła i błagała ich, aby w domu z nią pozostali.
— O, słodka matko — Pan Percewal jej rzeknie — z ojca i z ciebie krew królewską w siebieśmy wzięli, przeto przystoi nam po świecie wojować i czyny szlachetne spełniać.
A kiedy przyszedł czas, że mieli jechać dalej, nic tylko płacz a szlochanie za sobą zostawiali. A gdy w drogę już wyruszyli, posłała matka za nimi giermka, dostatnio go zaopatrzywszy. Ale kiedy dopędził giermek rycerzy, ani słuchać o tym nie chcieli, żeby dalej z nimi miał jechać. Do domu z powrotem go odesłali, ażeby matkę ich pocieszył i o błogosławieństwo dla synów ją prosił.
A kiedy wracał ów giermek do domu, noc go zaskoczyła po drodze, tedy do zamku najbliższego się udał, o nocleg prosić. A traf nieszczęśliwy zrządził, że panem tego zamku był baron jeden, któremu Pan Aglowal brata zabił. Zasię dlatego on to uczynił, że nieszczerym był rycerzem ów barona brat i wielu damom i rycerzom dobrym zdradą odpłacił. Tedy gdy ów baron usłyszał, że przybyły giermek dobremu rycerzowi, Panu Aglowalowi, służy, bez litości żadnej swoim ludziom zabić go kazał.
A kiedy zwłoki giermka nazajutrz rankiem na cmentarzu grzebać miano, Pan Aglowal z Panem Percewalem drogą nadjechali. Wówczas jeden człek poczciwy, który na pogrzeb był przyszedł, opowiedział im, jak niecnie baron z biednym giermkiem się obszedł. Usłyszawszy to, obaj rycerze z koni zsiedli i ludziom swoim je zostawiając, pieszo do zamku poszli. Tam, ledwo w bramę dziedzińca weszli, odźwiernemu Pan Aglowal powie: