I na spotkanie rycerza na środek mostu wyjechawszy, taki mu cios wymierzył, że napastnik, z siodła wysadzony, za poręczą mostu się znalazł. Byłby też z pewnością wszelką zatonął, gdyby do czółna był nie wpadł, co pod mostem uwiązane stało. Wówczas Pan Percewal konia jego wziął i Pana Persydesa nań posadził. Potem razem do zamku pojechali i tam na żonie rycerza wymogli, aby sługi Pana Persydesa uwolniła.

Gdyby był Pan Percewal za większą sprawą nie jechał, byłby dłużej w zamku tym pozostał, aby złym obyczajom jego mieszkańców kres położyć, ale nie mógł on nigdzie długo popasać, bowiem Pana Lancelota poszukiwał. Tedy z Panem Persydesem do jego zamku pojechał i tam, gościnnie przez gospodarza podejmowany, tę noc spędził. Nazajutrz rano mszy wysłuchawszy i posiłek ranny spożywszy, Panu Persydesowi powiedział:

— Do króla Artura jedź i powiedz mu, jakeś się ze mną spotkał, zaś mojemu bratu, Panu Aglowalowi, opowiedz, jakem cię z niewoli wyratował, i proś go, aby mnie nie szukał, gdyż nie ujrzy mnie on ani ze dworu nikt, póki wpierw Pana Lancelota z Jeziora nie odnajdę. A Panu Kajowi i Panu Mordredowi rzeknij, że w Bogu nadzieję pokładam, iż nie gorszym od nich rycerzem okazać mi się pozwoli, i że nie wcześniej na dwór królewski wrócę, aż ludzie z taką czcią mówić o mnie będą, z jaką nigdy o żadnym z nich nie mówili.

Tak więc Pan Persydes z Panem Percewalem się rozstał i do króla Artura pojechał, aby o czynach Pana Percewala opowiedzieć. Rzekł też wówczas król Artur, iż powinien ten młodzian dowieść, że jest rycerzem wielkim, gdyż ojciec jego i bracia wszyscy szlachetnymi rycerzami byli.

A teraz do Pana Lancelota z Jeziora powróćmy, aby o jego smutku i niedoli powiedzieć i o mękach, jakie z zimna, głodu i pragnienia był wycierpiał. Jak szaleniec jaki po świecie on się błąkał, to tu, to tam wędrując. Wreszcie przypadkiem do zamku króla Pellesa trafił. Tam uleczono go z jego szaleństwa, a kiedy rozum odzyskał, wielce się zawstydził, że tak bez rozsądku całkiem przez czas jakiś zostawał. Król Pelles jeden ze swych zamków na mieszkanie mu dał, a stał ten zamek na wyspie zamkniętej zewsząd wodą jasną, głęboką i szeroko rozlaną. Wyspę tę Pan Lancelot „Wyspą Radosną” nazwał i długi czas na niej mieszkał. A że wygnanym był z dworu króla Artura i nie chciał, aby, kim jest, wiedziano, „Rycerzem, który zbłądził” się przezwał.

Pewnego razu usłyszał on o turnieju, który się niedaleko jego wyspy odbywał, tedy zapowiedź tam posłał, iż rycerz jeden na Wyspie Radosnej przebywający, a zwący się „Rycerzem, który zbłądził”, gotów jest stanąć każdemu z rycerzy, który doń przybyć zechce. A kiedy zapowiedź tę odtrąbiono, wielu rycerzy na Wyspę Radosną się zbiegło. A wiedzcie, że i na dworze król Artura nawet nie było rycerza, który by tylu czynów wojennych dokonał, ile ich w tym wesołym zamku dokonano.

W tym czasie i Pan Percewal niedaleko Wyspy Radosnej się znalazł, zasię byłby on chętnie i do zamku pojechał, ale nie wiedział, jak wodę szeroką przebyć. A gdy na brzegu stał, dojrzał panią na wyspie, która nad wodą stała, tedy zawołał na nią i zapytał, kto też w zamku tym przebywa.

— Miły rycerzu — pani mu odpowie. — Rycerz tu mieszka najpiękniejszy i ze wszystkich chyba najpotężniejszy na ziemi, a zwie się on „Rycerzem, który zbłądził”. Jak szaleniec do kraju tego on przybył, przez psy i dzieci chłopskie ścigany, potem cudem znowu rozum odzyskał. Jeśli do zamku tego chcesz się dostać, brzegiem dalej jedź, aż gdzie wyspa się kończy. Łódź tam znajdziesz, którą się z koniem razem przeprawisz.

Tedy Pan Percewal do łodzi pojechał i razem z koniem na tamten brzeg się przeprawił. A kiedy do bramy zamkowej zastukał, odźwiernemu powiedział:

— Pójdź do rycerza dobrego, co w zamku mieszka, i powiedz mu, że rycerz błędny tu przybył, który potykać się z nim pragnie.