Potem do zamku podjechał, zasię Pan Lancelot, który wiadomość o jego przybyciu był odebrał, rychło do walki się przysposobił. A zderzyli się z Panem Percewalem z taką siłą, że obaj razem z końmi na ziemi runęli.
Tedy koni poniechawszy, mieczów szlachetnych dobyli i uderzać nimi po tarczach zaczęli, tak że odrąbane tarcz kawałki pryskać jęły dokoła. Odskakiwali od siebie i znów jak dwa odyńce ze sobą się zwierali i wiele ciężkich ran obaj odnieśli.
A kiedy już przeszło dwie godziny walka ich trwała, powiedział wreszcie Pan Percewal:
— Miły rycerzu, proszę cię, powiedz mi, jak się zowiesz, bowiem nigdym jeszcze takiego nie spotkał przeciwnika.
— Panie — Pan Lancelot odrzeknie — zwę się „Rycerzem, który zbłądził”. A teraz, szlachetny rycerzu, ty swoje imię mi powiedz.
Tedy powie Pan Percewal:
— Panem Percewalem z Galis148 mnie zwą, król Pellinor moim ojcem był, a Pan Aglowal bratem mi przypada.
— Biada mi! — Pan Lancelot zawoła. — Cóżem uczynił, że walczyć muszę z rycerzem Okrągłego Stołu, ja, com niegdyś towarzyszem twoim był.
To powiedziawszy, ukląkł Pan Lancelot i tarczę swoją i miecz precz od siebie odrzucił. Zdumiał się wielce, widząc to, Pan Percewal, gdyż nie wiedział wcale, co by to znaczyć mogło. Tedy na wysoką godność rycerską Pana Lancelota zaklinając, prosił, aby mu prawdziwe swoje imię wyjawił. I wyznał mu wszystko Pan Lancelot.
— Biada mi! — Pan Percewal zawoła. — Cóżem uczynił! Posłała mnie królowa, abym cię szukał i szukałem cię blisko dwa lata. Wybacz mi, żem do walki cię pozwał i ranił.