A gdy mu to Pan Lancelot uroczyście przyrzekł wypełnić, mówił pustelnik dalej:
— Bacz, abyś w sercu dochował, coś ustami przyrzekł, a zapewniam cię, większa sława ciebie czeka niż ta, w którejś do dziś chodził. Jasno to bowiem widać, że miłuje ciebie Bóg. Nie tylko też pięknością i układnością cię obdarzył, ale rozum ci dał i roztropność, która pozwala dobre od złego odróżnić. I sposobności ci dawał do czynu tak mnogie, że gdzieś się tylko pojawił, zawsze pierwszym byłeś. Ale zbyt długo Pan nasz cierpiał obojętność twoją i dzisiaj chce, abyś Go poznał, choćby wbrew twej woli. Nazwał cię ów głos posłyszany bardziej niźli drewno gorzkim, albowiem nie masz miejsca dla słodyczy, gdzie grzech się panoszy, a więc drzewu staremu i spróchniałemu jesteś podobny. Bardziej niźli kamień jesteś twardy, gdyż nie odstąpiłeś grzechu swojego, chociaż Bóg cię łaskami swymi darzył, przeto gorszy niż kamień jesteś i nie zmiękczy cię woda ani ogień, to znaczy, że nie przeniknie ciebie żar Ducha Świętego. A teraz wyłożę ci, czemuś jest bardziej niźli drzewo figowe nagi i jałowy. Zdarzyło się, że gdy Pan nasz Jezus Chrystus w Niedzielę Palmową w Jerozolimie nauczał, ujrzał On, że pełne i zatwardziałości są serca ludzi, i nie było nikogo w mieście całym, kto by Go przygarnął. Tedy z miasta wyszedł i pośród drogi drzewo figowe rosnące zobaczył, które piękne było i w listowie bogate, ale owoców nie miało wcale. Natenczas przeklął Pan drzewo, które owoców nie niosło162. A to drzewo bezowocne i w liście strojne wyobrażało Jeruzalem. Tak i ty, Panie Lancelocie, gdy Święty Graal przed tobą się pojawił, owocu ani dobrej myśli, ani dobrej woli w tobie nie znalazł, sam grzech tylko.
— Prawdziwie — Pan Lancelot rzecze — wszystko jest tak, jak powiadasz. Od dziś też postanawiam z łaską Bożą więcej nie grzeszyć, tylko czynić, jako Zakon nasz rycerski każe, i czynów rycerskich dokonywać.
Naówczas zalecił pustelnik Panu Lancelotowi skruchę jak największą w sobie wzbudzić i na przyszłość przykazań rycerskich przestrzegać. Potem pobłogosławił go i prosił, aby ten dzień cały w pustelni rycerz przepędził.
— Chętnie to uczynię — Pan Lancelot odpowie — tym bardziej że hełmu nie mam ani konia, ani miecza.
— Co się tej sprawy tyczy — świątobliwy człek rzeknie — jutro dopomogę ci konia i wszystko, co do ciebie należy, odzyskać.
Tak w skrusze serdecznej Pan Lancelot za grzech swój się kajał.
XXIII. O kuszeniu Pana Percewala
Kiedy Pan Percewal pustelnię opuścił, ażeby Pana Galahada szukać, jechał, aż południe nadeszło. Wtedy w dolinie dwudziestu zbrojnych ludzi zobaczył. Ujrzawszy go, zapytali, skąd by był. Odpowiedział: „Z dworu króla Artura”. Wówczas zakrzyknęli wszyscy: „Zabić go!”. Na to Pan Percewal pierwszego z brzegu na ziemię koniem obalił. Zaraz siedmiu innych w tarczę jego uderzyło, a wszyscy jednocześnie, reszta konia mu ubiła i tak na ziemię runął.
Byliby go zabili albo do niewoli zabrali, gdyby w ten czas dobry rycerz, Pan Galahad, w szkarłatnej zbroi był nie nadjechał. A ujrzawszy, jak tylu rycerzy na jednego naciera, zawołał: