— Czy nie widziałeś, panie, rycerza, który na czarnym moim rumaku jechał? Siłą mi go odebrał, a teraz zabije mnie mój pan, gdziekolwiek mnie znajdzie.

— Cóż tedy chcesz, abym uczynił? — Pan Percewal odpowie. — Widzisz przecie, że pieszo jestem, ale gdybym konia dobrego dostał, wnet bym rabusia do powrotu zmusił.

— Panie — wieśniak mu rzeknie — weź oto szkapę moją, skoro innej rady nie ma, a ja pieszo za tobą podążę, ażeby ujrzeć, jak ci się powiedzie.

Siadł tedy Pan Percewal na ową szkapę i pognał, co było w niej siły. Wreszcie zobaczył rycerza na rumaku czarnym jadącego i zawołał nań, aby się wrócił. Zawrócił ów rycerz z włócznią nastawioną i szkapę biedną w sam środek piersi ugodził. Zaraz martwa na ziemię padła. Runął Pan Percewal z nią razem, zasię tamten dalej pojechał. Natenczas Pan Percewal w wielkim gniewie zawoła:

— Nie umykaj, podły rycerzu, tchórzu z sercem nieszczerym! Zawróć i pieszo ze mną walcz!

Ale tamten nic nie odpowiedział i dalej jechał. Widząc, że wrócić nie zamierza, Pan Percewal hełm i miecz na ziemię rzucił i pomyślał w strapieniu wielkim, że najnieszczęśliwszym jest chyba spośród wszystkich rycerzy.

Przez dzień cały w żałości tak trwał, aż wieczór przyszedł. Wtedy strudzony na ziemi legł i spał do północy. A wówczas zbudził się i ujrzał przed sobą niewiastę jakowąś, a ta, nie pozdrowiwszy go nawet, ostrym głosem mu rzeknie:

— Panie Percewalu, zaczekaj tu na mnie, a przyprowadzę ci konia, który zaniesie cię, dokąd tylko zapragniesz.

Wkrótce też powróciła, konia za sobą wiodąc jak noc czarnego. Kiedy go Pan Percewal zobaczył, zdziwił się, że taki wielki był ten rumak i rząd tak piękny miał na sobie. Nie rozmyślając wiele, śmiało na siodło wskoczył i rumaka ostrogami ubódł. Pognał drogą przez las, a księżyc jasno świecił.

Nie minęła godzina, a już go czarny rumak tak daleko poniósł, że na innym koniu i w cztery dni tamtędy by nie zajechał. Nad wodę go przyniósł, co pieniła się i huczała w dole głębokim. I byłby razem z Panem Percewalem w tę wodę burzliwą skoczył, ale lęk zdjął rycerza i krzyżem się świętym przeżegnał. Wówczas rumak Pana Percewala z siebie zrzucił, zasię sam w wodę wpadł, jęki i ryki straszne z siebie wydając, a woda zagotowała się wkoło, jakbyś w nią żaru nasypał.