Pojął wtedy Pan Percewal, że ów rumak diabłem był, który go na zatratę niósł.
Tedy Bogu się polecił, Pana naszego prosząc, ażeby go od pokus szatańskich strzegł.
Tak przez noc całą aż do świtu się modlił. A kiedy rozwidniało się, zobaczył, że jest na szczycie góry dzikiej, morzem dokoła zamkniętej. Ani śladu ziemi nie dojrzał, której widok byłby go pocieszył. Rozglądając się po morzu, okręt dostrzegł, który ku niemu wprost żeglował. A był to okręt po wierzchu i od środka cały białą tkaniną jedwabną pokryty. Na pokładzie okrętu starzec stał, a jakby ksiądz w komżę163 był on odziany.
— Panie — Pan Percewal rzeknie — witaj!
— Niech Bóg czuwa nad tobą — starzec mu odpowie — skąd też jesteś?
— Panie — mówi rycerz — jam z króla Artura dworu rycerz Okrągłego Stołu, Świętego Graala po świecie szukający. W srogich się oto znalazłem opałach i nigdy już chyba z tej pustyni164 się nie wydobędę.
— Nie wątpij165 — starzec mu rzeknie — a jeśliś tylko rycerzem szczerym, jako zakon wasz rycerski przykazuje, i serce masz czyste, możesz nie lękać się wroga.
— Ktoś ty? — Pan Percewal zapyta.
— Panie — starzec odpowie — z obcego jam kraju, a przybyłem tu, ażeby cię pocieszyć i przed wielką walką, która cię czeka, ostrzec.
— Z kimże to — Pan Percewal zapyta — mam walczyć?