— Z najpotężniejszym szermierzem świata — starzec odrzeknie. — Ale jeśli mu dostoisz166, włos ci z głowy nie spadnie, choćbyś zwyciężonym na pozór był i wstydem w oczach ludzkich okrytym się sądził.
Potem starzec na pokład wszedł i zaraz z całym okrętem sprzed oczu Pana Percewala zniknął. I nie wiedział rycerz, gdzie by się podział.
Aż do południa Pan Percewal na górze dzikiej zostawał, a o południu znowu okręt zobaczył, który tak szybko po morzu płynął, jakby go wszystkie wiatry świata pędziły. Popod skałę on przypłynął, na której Pan Percewal siedział. A gdy zbiegł rycerz na brzeg, wówczas zobaczył, że był to okręt jedwabiem cały pokryty, tak czarnym, że i na marach167 czarniejszego nie znajdziesz. A na okręcie panią ujrzał; piękna była ona bardzo i odziana wspaniale, jak nikt chyba na świecie. Zaś Pana Percewala ujrzawszy, rzekła:
— Któż to cię na tę pustynię przywiódł, skąd nigdy już chyba nie wyjdziesz? Z głodu tutaj zginiesz albo cię zła przygoda spotka.
— Panno — Pan Percewal jej odpowie — największemu ja Panu na ziemi służę i tak myślę, że do śmierci mojej On nie dopuści. Albowiem otworzone będzie temu, kto kołata, i otrzyma ten, kto prosić będzie168, a nie skryje się Pan przed człowiekiem, który Go poszukuje.
A na to panna:
— Z głębokiego lasu przybywam. A spotkałam tam rycerza w zbroi szkarłatnej, który białą tarczę miał.
— O, panno — Pan Percewal zawoła — rad byłbym wielce rycerza tego spotkać!
— Panie — panna powiada — jeśli mi na wiarę rycerską przyrzekniesz, że spełnisz moją wolę, kiedy tego od ciebie zażądam, do rycerza tego cię zawiozę.
— Zgoda — Pan Percewal odpowie — obiecam ci, że wolę twoją spełnię. Ale ktoś jest, że mi tak wielką uprzejmość świadczysz?