— Kim jesteś?

— Panie — Pan Bors odpowiedział — jestem rycerzem, który chętnie radę dobrą by posłyszał, jak Świętego Graala znaleźć, ten bowiem, co go znajdzie, sławą się wielką okryje na ziemi.

— W istocie — zakonnik rzecze — tak będzie, gdyż największym rycerzem świata on zostanie i najgodniejszym z braci rycerskiej. Ale wiedz też o tym, że ten tylko cel ów osiągnie, kto serce ma czyste i żyje poczciwie.

I tak razem dalej jechali, aż do pustelni jednej. Wówczas poprosił pustelnik Borsa, ażeby tam z nim razem noc całą spędził. Tedy Pan Bors z konia zsiadł i zbroję zdjąwszy, prosił świątobliwego starca, aby go wyspowiadać zechciał. Poszli więc obaj do kaplicy i Pan Bors duszę swoją z grzechów oczyścił. Potem razem chleb i wodę spożywali.

— A teraz proszę cię — zakonnik powiada — abyś już innego chleba nie jadł, dopóki za stołem nie zasiądziesz, na którym Święty Graal znajdować się będzie.

— Zgadzam się na to, panie — Pan Bors odpowie — ale skąd wiesz, że tam zasiądę?

— Wiem to — starzec rzeknie — ale niewielu z twoich towarzyszy z tobą za onym170 stołem się znajdzie.

A Pan Bors na to:

— Wszystko, co Bóg mi ześle, wdzięcznym sercem przyjmę.

Na znak pokuty starzec z Pana Borsa koszulę zdjął i przyoblekł go w kaftan szkarłatny. A czyniąc to, ujrzał z podziwem, jak krzepkim i zdrowym było ciało rycerza, przeto pomyślał, że na pewno zdrowym i twardym było także jego życie.