— Czemu pan zawczasu nie pomyślał o tym? Proponowałem panu pomoc! — Tupał komisarz nogami.
— Moja wina, panie komisarzu. Ale głowę daję, że żywego czy martwego będę go miał jeszcze w swych rękach.
— Po co mi pańska głowa?... Takiego gagatka wypuścić z ręki!... Podobna okazja nieprędko nadarzy nam się po raz drugi. Jeszcze dziś „Klawy” może zwiać zagranicę. Czemuś pan natychmiast nie zarządził pościgu za nim?
— Zorientowałem się natychmiast, którędy uciekł. Przeszukaliśmy z miejsca całą okolicę, ale wszelki ślad po nim zaginął.
— I co teraz będzie? — rozłożył komisarz bezradnie ręce.
— Panie komisarzu! — zawołał Wołkow błagalnym głosem. — Zapewniam pana, że go odnajdę. Mam nawet dowody, że kradzież u hrabiny to jego sprawka oraz że on zamordował policjanta.
— Gdzie ma pan dowody? — zapytał komisarz zdumiony.
— Trudno mi na razie ustalić dokładnie, ale jestem przekonany, że uda mi się to wszystko udowodnić jak na dłoni.
— Jest pan nazbyt pewny siebie, panie Wołkow.
— Panie komisarzu! Żebym miał bodaj życiem przypłacić, muszę Klawego Janka odnaleźć. Aresztowałem jego narzeczoną, a od niej dowiemy się wszystkiego. Będzie śpiewała!...