— Gdzież ona jest? Wprowadź ją pan natychmiast...
— Rozkaz, panie komisarzu! Wprowadzę ją za chwilę.
„Kto wie — pomyślał komisarz, zastanawiając się nad Wołkowem, którego tegoż dnia spotkał w eleganckiej restauracji w towarzystwie międzynarodowej aferzystki — kto wie, czy Wołkow świadomie nie nawiązał z nią kontaktu, by od niej wydobyć potrzebne informacje. Niesłusznie go posądzałem... Spryciarz z tego Wołkowa!...”
Komisarz nacisnął guzik dzwonka. Drzwi otworzyły się i przed obliczem komisarza stanęła — Aniela...
Żarski nie wierzył własnym oczom. Spoglądała nań dumnie, bez obawy — a wdzięczny, niewinny uśmiech zakwitł na jej twarzy.
— Pani znów tu?! — zawołał komisarz jednocześnie zdumiony i zadowolony.
Aniela nie odpowiedziała. Na miejsce poprzedniego uśmiechu na twarzy jej ukazał się grymas wstydu i bólu. Zrozpaczona rozglądała się dokoła swymi pięknymi oczyma, jak gdyby szukała pomocy.
Komisarz Żarski nie mógł od niej oczu oderwać. Wydawała mu się piękniejsza niż za pierwszym razem. Teraz uroda jej tak go olśniła, że stał jak osłupiały na miejscu.
Wołkow cichutko opuścił gabinet.
Komisarz wskazał Anieli krzesło. Opanował się i usiłował jakby uwolnić się od pewnych myśli.