— Skąd pani się tu wzięła? — zapytał komisarz Żarski tym razem już tonem urzędowym.

Aniela uniosła głowę i odparła:

— Zapytaj pan swoich pomocników.

— Pragnę to usłyszeć z ust pani. Nie straciłem do pani zaufania, mimo iż nie spodziewałem się ujrzeć tu pani po raz drugi.

— Kto żąda od pana zaufania?... — zauważyła Aniela wyniośle.

— Jeżeli pani będzie odpowiadała nadal takim tonem, zmuszony będę przekazać prowadzenie śledztwa komu innemu.

— Dla mnie jest to obojętne.

— O nie, łaskawa pani...

Spojrzenia ich skrzyżowały się, jakby zmagały się ze sobą. I Aniela zwyciężyła, Żarski opuścił wzrok.

Naraz komisarz zerwał się ze swego fotela, że Aniela aż drgnęła, i zawołał.