— Skąd pani do Klawego Janka? Nie chcę uwierzyć i nie mogę... pogodzić się z tym, by pani mogła mieć coś wspólnego z tym wyrzutkiem.
— To wy jesteście wyrzutkami! — Poniosło Anielę z miejsca. — Czego chcecie od niego? — Wybuchnęła płaczem.
Tego się komisarz nie spodziewał, ściągnął surowo brwi i zagryzł aż dolną wargę ze złości.
— Moja panno! Widzę, że pani jest zbyt zdenerwowana i nie liczy się ze słowami. Daję pani dziesięć minut czasu na uspokojenie się.
Aniela popłakiwała cicho, przesłaniając twarz futrzanym kołnierzem.
Komisarzowi było przykro, że się z nią obszedł nie dość delikatnie. Płacz Anieli ranił jego serce, chociaż nie rozumiał, dlaczego tak było. W ciągu wielu lat służby nieraz już słyszał płacz i lamentowanie aresztowanych, ale bynajmniej nie wzruszał się tym tak jak teraz.
— Niech się pani uspokoi! — odezwał się komisarz Żarski ze współczuciem. — Nie chcę pani skrzywdzić.
Aniela znów go przejęła spojrzeniem. Dreszcz przeszedł jego ciało. „Takie same oczy, jak u hrabiny” — przebiegła mu myśl.
Dręczyła go świadomość, że ta piękna dziewczyna należy do najniebezpieczniejszego zbrodniarza w Polsce. Ta, która stała teraz przed nim złamana i wyglądała jak uosobienie niewinności — była tylko pierwszą lepszą ulicznicą, którą zatrzymano w pokoju hotelowym przy boku „Klawego Janka”...
Czuł, że los chce mu spłatać figla i podsunął mu tę kobietę. W głębi duszy dawno już pieścił jej obraz; od pierwszej chwili, gdy ją ujrzał. Walczył z tym uczuciem — lękał się go, wstyd mu było przed sobą.