„To niemożliwe, bym zdobył jej serce, gdy już pokochała zbrodniarza. Dwa kontrasty, które nigdy się nie zejdą. A może sama się ofiaruje? Może zechce coś wskórać dla swego ukochanego? O, nie! — odpowiedział sobie. — U mnie to nie przejdzie...”
Spojrzenia ich spotkały się znowu, jak gdyby pochwyciła jego myśli. „Namyślisz się — drażnił go jakiś ukryty głos: — to grzech zrezygnować z takiej kobiety...”
Komisarz stał przez pewien czas oparty o parapet okna i wbrew swej woli obserwował jej smukłą postać i piękną budowę.
Stał niezdecydowany. Wreszcie podszedł do drzwi i znów wezwał Wołkowa.
— Weź pan do pomocy sześciu policjantów — rozkazał komisarz Żarski, — i nie spocznij pan w poszukiwaniach, aż nie zdobędziesz czegoś konkretnego o „Klawym Janku”. Musi pan naprawić popełniony błąd. To pański obowiązek!
— Rozkaz, panie komisarzu. Mam tylko jedną prośbę.
— Słucham.
— Chciałbym się rozmówić z tą panią. Wówczas wiedziałbym, co mam począć...
Aniela spojrzała na komisarza błagalnym wzrokiem, by nie oddawał jej w ręce Wołkowa.
— Nie pańska rzecz. Już ja się z nią rozmówię. Marsz.