Wołkowowi krew uderzyła do głowy, lecz opanował się.
— Rozkaz, panie komisarzu! — I cicho opuścił gabinet.
Komisarz Żarski zbliżył się do Anieli, która odruchowo uczyniła krok w tył.
— Czy teraz możemy ze sobą pomówić? — zapytał.
— Nie. Nie. Ode mnie nie dowiecie się niczego!
— Powoli, moja panno. Nie tak pewnie. Gdy tylko zechcę, wyśpiewa pani wszystko jak kanarek.
Aniela znów milczała. Wyczuła swym instynktem kobiecym, że mówi nie to, co myśli. Pragnęła, by ją czym prędzej kazał odprowadzić do aresztu. Jego oczy nazbyt dobitnie wyrażały, do czego zmierza.
— Pani milczy?... A więc ja zacznę mówić. Proszę mi powiedzieć, co panią łączy z „Klawym Jankiem”?
— To moja rzecz.
— Oczywiście, byłoby nam przyjemniej, gdybyśmy tu mieli jego zamiast pani.