— Czego pan chce ode mnie? — zawołała Aniela smutnie. — Co to was obchodzi, kim jestem? Niech pan czyni ze mną, co mu nakazuje obowiązek.

— Niech się pani nie denerwuje. To szkodzi piękności — rzekł komisarz, starając się dać jej do poznania, że mu się podoba.

Aniela przeszyła go wzrokiem, jak gdyby chciała się przekonać, czy mówi poważnie.

Komisarz pochwycił jej spojrzenie i triumfujący uśmieszek zakwitł na jego twarzy...

Przysunął się bliżej do niej i korzystając z półmroku, jaki panował w pokoju, oparł swą rękę na jej dłoni, która bezwładnie spoczywała na poręczy krzesła. Aniela chciała cofnąć rękę, ale komisarz uścisnął ją mocno.

W pierwszej chwili Aniela nie dopatrzyła się w tym nic złego; przypuszczała, że komisarz się źle czuje i dlatego tak zwiesił głowę. Naraz poczuła na swej szyi gorący pocałunek.

Niby rażona prądem zerwała się z miejsca. Również komisarz stanął na równe nogi i opanowany szałem namiętności porwał piękną dziewczynę w swe mocarne ramiona.

Aniela odwróciła głowę, zasłaniając usta przed pocałunkiem. Jego gorący oddech palił jej twarz.

— Proszę mnie puścić! Będę krzyczała!

Ale komisarz Żarski stracił już panowanie nad sobą. Zapomniał, kim jest i gdzie się znajduje, że każdej chwili może ktoś zapukać do drzwi...