— Morowy chłop! — zawołała zachwycona kobieta.
— Tylko nie zakochaj się, bobyś się musiała z nim szybko rozstać. Już stryczek czeka na niego.
— O, „Klawy Janek” nie wygląda na takiego, który by się dał złapać przez takiego niedojdę, jak ty — rzekła z przekąsem.
— Jak widzę, jesteś już „zagazowana”. Musimy się pożegnać. Dzisiejszą noc spędzisz beze mnie — szepnął jej do ucha.
— Obejdzie się! — zawołała kobieta.
Klawy Janek uregulował rachunek, po czym wstał i korzystając ze stanu podchmielenia sąsiadów, zabrał leżącą na krześle teczkę policjanta. Wyszedł niespostrzeżony. Zadowolony ze zdobyczy, „Klawy” zatrzymał mijającą go taksówkę i kazał się wieźć na Pragę.
Zapukał do domu dobrego znajomego, który był właścicielem pokoi umeblowanych, a gdy znalazł się sam w numerze, sprawdził, czy rewolwer jest nabity. Zorientował się też co do możliwości ucieczki, na wypadek, gdyby zawitała policja, po czym zabrał się do przeglądania teczki policjanta. Fotografię swoją schował do kieszeni, a pozostałe papiery i dokumenty, które nie miały nic wspólnego z jego sprawą, odłożył z powrotem do teczki. Przy czym załączył liścik następującej treści:
Panie przodowniku!
Zwracam panu tekę. Zabrałem tylko swoją podobiznę. Uczyniłem to dlatego, gdyż nie chcę, by moja fotografia znajdowała się w tak brudnych rękach. Niech pan unika spotkania się ze mną, bo to się źle może skończyć.
Panna, którą pan aresztował w hotelu, jest niewinna. Gdyby ją spotkała krzywda, zemszczę się na panu. Niech się pan strzeże, gdyż koniec pana będzie smutny!...