„Klawy Janek”.

Następnie Klawy Janek wezwał do siebie gospodarza i wziął u niego „złodziejskie słowo honoru”, że zaraz następnego dnia odeśle teczkę przodownikowi do domu. Adres przodownika znalazł Janek wśród dokumentów.

Klawy Janek położył się na odpoczynek, ale nie mógł zasnąć. Zastanawiał się nad każdym słowem przodownika. Nie mógł sobie też przypomnieć, gdzie widział jego towarzyszkę, która mu się wydawała dziwnie znajoma. „Gdybym się mógł z nią zetknąć — rozumował Klawy Janek — na pewno bym zdobył niejedną tajemnicę kompromitującą tego przodownika”.

Wzrok jego padł na fotografię, którą znalazł w teczce przodownika. Na odwrotnej stronie wypisane było jego nazwisko, data urodzenia, data sporządzenia zdjęcia itd. „Klawy” zdecydował, że właściwie nie powinien przechowywać takiego zdjęcia i podarł fotografię.

W nocy dręczyły go złe sny. Zmęczony strasznymi widziadłami, zbudził się nad ranem i wezwał do siebie gospodarza.

— Czy mógłbym się u ciebie zatrzymać na kilka dni? — zapytał gospodarza Klawy Janek.

— Widzisz, ja bym bardzo chętnie ciebie tu gościł, tylko że... policja ma mnie na oku.

— A zatem muszę wiać...

— Czym prędzej, przyjacielu! Nie chciałbym, żebyś wpadł u mnie.

— No to bądź zdrów! — wyciągnął „Klawy” rękę na pożegnanie. — Ile ci płacę?