Była przekonana, że jeżeli nadal zostanie w Warszawie, wcześniej czy później wpadnie w ręce policji. Ale wnet zrezygnowała z pomysłu odszukania go. Przypomniała sobie, że często, gdy policja chce wytropić kogoś, umyślnie zwalnia zatrzymanego wspólnika, by go śledzić i w ten sposób natrafić na ślady zbiega.
Tak było też tym razem. Gdy tylko wyszła z Urzędu Śledczego, komisarz polecił dwóm agentom, by ją szpiegowali. Agenci nie spuszczali Anieli z oka, a następnego dnia o godzinie 9:00 wrócili — wraz z nią — do urzędu z niczym...
Komisarz przyjął ją natychmiast.
— Jak widzę, pani wcale nie jest tak naiwna, jak się to na początku wydawało.
Aniela milczała.
Nagle zabrzęczał telefon. Komisarz podniósł słuchawkę i twarz jego rozpromieniła radość. Tryumfującym wzrokiem spojrzał na Anielę.
Rozmawiał przez dłuższą chwilę, ale nic takiego nie wypowiedział, coby mogło Anieli wyjaśnić, o co chodzi. Komisarz rzucał tylko do słuchawki słowa „tak” lub „nie”.
Po skończonej rozmowie komisarz kilkakrotnie przemierzył pokój, po czym stanął przed Anielą i odezwał się:
— Pani jest zupełnie wolna. Ale, jeżeli mi pani wpadnie w ręce po raz trzeci, będzie gorzej...
Aniela słała jak przykuta. Serce jej mówiło, że ta rozmowa przez telefon ma coś wspólnego z nią.