— I tak ucieknę. Daremny wasz trud. „Klawy Janek” nie tak prędko da się powiesić, jak się to wam wydaje, psie dusze...

Rozdział XIV

Od chwili aresztowania Klawego Janka upłynęło kilka tygodni. Wiadomość ta wstrząsnęła światem podziemnym, nie tylko w Polsce, ale i zagranicą.

Utworzył się nawet „Komitet Trzech”, który postawił sobie za cel opiekować się „Klawym” w czasie jego pobytu w więzieniu i umożliwić mu ucieczkę.

Pieniądze dawał każdy należący do tej braci. Nawet Stasiek „Lipa” i obaj wspólnicy „Klawego”: Antek i Felek, aczkolwiek byli źli na niego, czynili wszystko, by go wydostać z więzienia.

Aniela ze swej strony również szukała sposobów, jak go ratować. Do ojca nie wróciła więcej. Nie pomogły jego błagania ani groźby. Nie chciała przebywać dłużej wśród mętów społecznych.

Stasiek „Lipa” widząc, że policja ma go na oku, w ciągu jednej nocy zlikwidował interes i zamieszkał w hotelu, gdzie zameldował się jako fabrykant łódzki, oczywiście pod przybranym nazwiskiem.

W ciągu tych kilku tygodni zmienił się nie do poznania. Z dnia na dzień coraz więcej srebrnych nitek przybywało do jego bujnej czupryny. Nie mógł się pogodzić z myślą, że jego jedyna córka Aniela porzuciła go. A jeszcze bardziej bolało go to, że całe to nieszczęście ściągnął na niego Klawy Janek, „swój człowiek”.

Obawiał się, by Aniela nie wpadła w niepowołane ręce. Jest piękna, młoda, bez opieki. Wcześniej czy później będzie musiała się poślizgnąć. Odziedziczyła temperament po matce, który nie wróży nic dobrego...

— Wszystko tak, tylko nie to! — wołał w nim rozpaczliwy głos. — Własnymi rękami ją uduszę, jeżeli się stoczy na dno...