W salonie zapanowała martwa cisza. Poprzez otwarte okna wdzierał się do pokoju świeży powiew wiosny.
Hrabina oparła się o parapet okna i przez dłuższą chwilę stała pogrążona w myślach. Aniela nie zdejmowała z niej oka. Wydawało jej się ciągle, że zna już hrabinę od lat. Nabrała przekonania, że przepych i bogactwo nie dały hrabinie szczęścia.
Ujrzała teraz w wyobraźni Klawego Janka zakutego w kajdany... I żelazne okratowanie na małych okienkach Pawiaku. I bladą twarz ukochanego, wyzierającą zza krat...
„Dla ciebie będę pracowała. Tylko dla ciebie, najdroższy. Nikt mnie na świecie poza tobą nie obchodzi” — huczało jej w głowie.
Przypomniała sobie ostatni wieczór w hotelu. Jego namiętne pocałunki. On musi zostać uczciwym człowiekiem. Musi rozpocząć nowe życie. Skoro potrafił wykazać tyle silnej woli tam, w hotelu, zdoła też pokonać inne przeciwności i zerwać ze światem przestępczym. Głupcy są ci, którzy twierdzą, że człowiek rodzi się ze złymi skłonnościami. I moi rodzice należą do świata podziemi, a jednak nienawidzę tych ludzi.
Ale w tejże chwili jak gdyby ktoś szepnął jej na ucho zjadliwie:
„A jednak któż się zakochał w złodzieju? Od kłamstwa rozpoczynasz nowe życie. Jesteś jeszcze młoda; z czasem zupełnie zboczysz z uczciwej drogi. Pochodzisz ze świata przestępców i do nich musisz wrócić...”
W głębi duszy musiała przyznać, że głos ten ma rację. Ale miłość do Klawego Janka była silniejsza od głosu sumienia. Tłumaczyła sobie w ten sposób:
„Moja miłość do Janka oczyści go. Janek może jeszcze zostać pożytecznym człowiekiem...”
— Od kiedy może pani objąć posadę? — zapytała naraz hrabina, przerywając myśli Anieli.