Klawy Janek mechanicznie spełnił polecenie i skurczył się tak, aby nie rzucać się w oczy. Przyjął tak niewinny wyraz twarzy, że przez moment sędzia śledczy zwątpił, czy może zadać bez wyjątku wszystkie pytania, z góry na papierze opracowane...
— Nieprzyznawanie się do winy nie ma najmniejszego sensu — ciągnął sędzia śledczy oschłym i monotonnym głosem. Więc jak tam było z jubilerem na św. Marcina?...
— Jak widzę, panie sędzio, chce pan mnie obarczyć winą za wszystkie popełnione w Polsce przestępstwa. Rozumiem: musicie znaleźć przestępcę. Wy musicie zawsze mieć rację!... Wszak sprawiedliwość musi zwyciężyć... Jesteście ludźmi, którzy nigdy się nie mylą.
— To już nasza rzecz, — odparł sędzia obrażonym tonem. — Pan jest znamy jako przestępca. Napróżne33 są pańskie pretensje. Jesteśmy przekonani, że pan jest sprawcą wszystkich wykroczeń, które miały miejsce w Warszawie w ciągu ostatniego czasu, pan i pańscy wspólnicy, których policja ma już na oku.
— Uważajcie tylko, byście mnie nie przylepili fałszywych wspólników — uśmiechnął się Janek cynicznie. — Wy to potraficie!
— Czy mogę się dowiedzieć, jak brzmi pańskie prawdziwe nazwisko? — zapytał sędzia, udając, że nie dosłyszał słów „Klawego”.
— Mówiąc szczerze, już sam nie pamiętam, jak się nazywałem.
— A więc pan miał wiele nazwisk? — podchwycił sędzia śledczy.
— Tak — odparł Janek śmiało, przekonany, że udawanie na nic się nie zda.
Klawy Janek wyprostował się na swym krześle. Spoglądał z nienawiścią na sędziego. Zaprezentował się w całej swej okazałości.