— Najlepiej będzie jeżeli zagramy w otwarte karty — rzekł Janek, wstając ze swego miejsca. — Powiedz mi pan otwarcie, czego żądacie ode mnie?
Sędzia nie spodziewał się takiego postawienia sprawy. Instynktownie rozejrzał się niepewnym okiem dokoła siebie. Gdy ujrzał stojącego we drzwiach strażnika, odezwał się uspokojony:
— Przyjmuję pańskie życzenie, ale pod jednym warunkiem...
— Bym mówił prawdę — wtrącił „Klawy”.
— Tak. O to mi właśnie chodzi.
Janek namyślił się przez chwilkę i przysiadł się bliżej sędziego. Ten odruchowo cofnął się nieco do tyłu.
— Ode mnie, „Klawego Janka”, złodzieja, przestępcy żąda pan prawdy?! Ha, ha, ha! Miliony „uczciwych ludzi” korzysta z wolności, a jakże są dalecy od prawdy! A pan zawsze mówi prawdę?...
— No, no, ostrożniej! — powstrzymał go sędzia śledczy w zapędzie. — I ja będę z partem szczery. Z głębi duszy pragnąłbym pana posłać na szubienicę.
— O tym wiem. Tym razem nie wątpię w prawdziwość pańskich słów. Ale czy zasłużyłem na szubienicę: to pytanie. I wieluż to niewinnych ludzi skarał pan na więzienie i śmierć?
— To już moja rzecz — odparł sędzia wymijająco. — Przystąpmy lepiej do sprawy.