„Jak się nazywasz, bracie? Za co powędrowałeś do karceru?”
Opowiedziałem mu historię z klajstrem.
Sądziłem, że wykpi moją przygodę, ale ten milczał przez chwilę, po czym zawołał wściekły:
„Sadyści!”
Więcej nie rozmawiał ze mną. Na próżno pukałem do niego i wzywałem. Zbywał mnie krótkimi odpowiedziami: „Tak” lub „nie”.
Następnego dnia zaprowadzono nas obu do łaźni więziennej. Ujrzałem przed sobą mężczyznę atletycznej budowy, lat około trzydziestu pięciu.
Ukradkiem zamieniliśmy się kilkoma zdaniami, a potem, gdyśmy wrócili każdy do swego lochu, wznowiliśmy pogawędkę przez rurę. Przypadłem mu do gustu. Krygier opowiedział mi, że jest obywatelem rosyjskim rodem z Łodzi. Okazało się, że mamy wspólnych znajomych i że znał również Klawego Janka. Jedno mnie tylko dziwiło: gdy tylko naprowadziłem rozmowę na temat ucieczki, natychmiast zmieniał przedmiot rozmowy. Na trzeci dzień, leżąc na twardym posłaniu, usłyszałem naraz hałas dochodzący z karceru Krygiera. Natężyłem słuch, ale grube mury nie pozwalały pochwycić słowa. Przez cały dzień pukałem do niego, wzywałem — Krygier nie odpowiadał. Wieczorem przetransportowano mnie do innej celi — na drugi oddział. Gdy po siedmiu dniach karceru wróciłem do swej celi, dowiedziałem się, że Krygier zwiał. I tak minęło wiele lat, a z Krygierem się nie spotykałem. Klawy Janek opowiadał mi tylko, że Krygier jest jego najlepszym przyjacielem i uchodzi w Europie za króla kasiarzy. Nie ma na świecie więzienia, z którego Krygier nie potrafiłby zbiec. We wszystkich jego przedsięwzięciach i ucieczkach pomagała mu jego żona, kobieta niezwykłej urody, z zawodu aktorka filmowa.
Antek odsapnął, po czym mówił dalej:
— Przed kilkoma tygodniami spotkałem się przypadkowo z jednym z dawnych wspólników, który przybył z zagranicy. Poprosiłem go o pożyczkę. Nie odmówił. Zapytał tylko, ile mi trzeba. A gdy mu opowiedziałem, że nie zarabiam, gdyż „Klawy Janek” został uwięziony, zaproponował mi robotę.
— Uchwyciłem się propozycji obiema rękami, zaznaczyłem mu tylko, że mam starego wspólnika w osobie Felka.