— Nie szkodzi. Starczy dla wszystkich — odrzekł krótko.

Umówiliśmy spotkanie na szóstą wieczór na rogu Nowego Świata i Krakowskiego Przedmieścia. Stawiliśmy się punktualnie. Nie czekaliśmy długo, gdy przed nami zatrzymała grę taksówka. Kolega dał nam znak ręką, byśmy wsiedli. Auto pomknęło dalej... Ogółem było nas sześciu. Podczas jazdy nikt nie odezwał się ani słówkiem. Dziwiło mnie to milczenie, więc w końcu zapytałem:

— Hipku, dokąd nas wieziesz?

— Bądź spokojny — odparł. — Nie jesteś osiemnastoletnią panną. Nie uprowadzę cię.

— Na obróbkę kasy trzeba jechać aż za miasto? Co to ma znaczyć?

Hipek wybuchnął śmiechem.

— Stałeś się dziwnie nerwowy i ciekawy. Siedź i milcz! — zawołał stanowczo.

Felek miał już ochotę wyskoczyć z taksówki. Z trudem go utrzymałem. Ale muszę przyznać, że i mnie się ta sprawa wydawała podejrzana.

„Kto wie, co tu się kryje? — myślałem sobie w duchu. — W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Może Hipek został agentem policji?” Jego dwaj koledzy również nie wzbudzali zaufania. Twarzy szofera w ogóle nie mogłem dojrzeć.

Po dwu godzinach strachu zatrzymaliśmy się wreszcie. Wysiedliśmy. Szofer pozostał w taksówce.