— Idziemy! — zawołał Hipek. — Czemu macie takie miny, jak gdyby was prowadzono na szubienicę?

— Powiedz, dokąd nas prowadzisz? — zawołał Felek.

— Czyż nie mówiłem? Mamy „obrobić” kasę.

— A gdzie masz narzędzia? — zapytałem, widząc, że nie mają ze sobą paczek.

Wszyscy trzej, jak na komendę, wydobyli po dwa rewolwery z kieszeni.

— Oto nasze najnowocześniejsze narzędzia — odparł z tryumfującą miną i wszyscy trzej parsknęli śmiechem.

— Cóż to za komedia?...

— To nie komedia, bracie! — odparł Hipek poważnie. — Tej nocy „obrobimy” bogatego obszarnika i bankiera, który dziś urządza przyjęcie w pałacu.

— Napad rabunkowy?

— Oczywiście. To najłatwiejsza droga do bogactwa. Po co mam się skradać, aby mnie serce drżało, kiedy lepszy jest napad zbrojny, by tamtemu serce waliło.