— Wczoraj, gdy wracałam z kina do domu, ktoś wysunął mi ten skrawek papieru. Dodał też, bym się miała na baczności, gdyż policja ma mnie na oku...

— Jak mogliście zaufać tajemnicę kobiecie? — czynił Moryc wspólnikom zarzuty.

— Mimo iż jestem kobietą, potrafię lepiej dochować tajemnicy od mężczyzn.

— Ona jest niewinna! — zawołali jednocześnie Antek i Felek.

— Więc czyja to wina? — nie przestawał złorzeczyć Moryc. — Wysłaliście ją na dwa dni wcześniej. Tak długo się kręciła po kinach, restauracjach, lokalach, aż ściągnęła na siebie uwagę...

— Jeszcze mogą usłyszeć — zwróciła mu kobieta uwagę. — Pan się za bardzo złości, dżentelmenie amerykański. Do tutejszego hotelu zajeżdżają cudzoziemcy i znają język angielski nie gorzej od nas.

Moryc aż zsiniał ze złości. Podszedł do niej bliżej; spojrzał prosto w oczy.

Niewiasta uśmiechnęła się ironicznie, zmierzając go od stóp do głów. Antek i Felek spoglądali na siebie zdziwieni. Nie wierzyli, że flegmatyczny Moryc potrafi się tak unosić.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

Wszyscy stanęli jak wryci, spoglądając na siebie ze strachem. Młoda kobieta uśmiechnęła się tylko i otworzyła drzwi. Do pokoju wyszedł portier.