Na myśl o tym, zmysły brały go w niepodzielne władztwo, żądza go opanowała do utraty przytomności. Ale jedno spojrzenie na kratę starczyło, by odzyskiwał powoli spokój. Musiał o czymś ważniejszym pomyśleć, chociaż i ten problem jest jednym z najaktualniejszych w więzieniu...
Zastanawiał się teraz nad dwiema rzeczami: jak przebyć dzielący go jeszcze od ucieczki czas, by nie dostać ataku szału, oraz czym poczernić cięcie w kracie, które niedawno zalepił. Chleb wysechł i jeszcze dobitniej uwidaczniał to miejsce. Ale oto Janek wpadł na świetny pomysł.
Pociągnął za dzwonek przy drzwiach. Z bijącym sercem oczekiwał zjawienia się strażnika. Wnet drzwi celi się otworzyły i Janek wyciągnąwszy się niby żołnierz na baczność zameldował w myśl przepisów więziennych.
— Po coś dzwonił? — zapytał dozorca więzienny ostro i nie bez podejrzenia. Spostrzegłszy jednak idealny stan celi i odbicie własnej twarzy w połyskującej podłodze asfaltowej, zauważył łagodnie:
— Ot, to co innego! Zaczynasz mi się podobać! Będą z ciebie ludzie...
Janek odparł z szacunkiem:
— Przekonałem się, że swoimi kawałami niczego nie wskóram. Trzeba pogodzić się z reżymem więziennym. I tak czekają mnie długie lata pobytu w celi.
— Masz jakieś życzenie?
— Chciałbym prosić o papier i atrament... Muszę napisać prośbę.
— Do kogo?