Bardzo proszę Pana Sędziego o jak najwcześniejsze przybycie do mojej celi, gdyż pragnę opowiedzieć bardzo ciekawe szczegóły moich przewinień.

Tak mi nakazuje sumienie.

Mam nadzieję, że prośbie mej stanie się zadość.

Klawy Janek”.

Po przeczytaniu prośby Klawy Janek parsknął śmiechem. Pół życia dałby, gdyby choć przez dziurkę od klucza mógł obserwować twarz sędziego śledczego, gdy będzie czytał jego prośbę. Ledwie powstrzymywał się od spazmatycznego śmiechu na myśl o tym, jaką minę będzie miał sędzia śledczy, gdy zjawi się na Pawiaku i dowie się o wszystkim, co zaszło.

Przez kilka sekund nadsłuchiwał pode drzwiami, po czym jednym skokiem znalazł się u podpiłowanej: kraty, którą w pośpiechu posmarował atramentem. Bo tylko w tym jedynym celu, aby móc posmarować czernidłem cięcie, oblepione świeżym kawałkiem chleba, Klawy Janek wymyślił tę historię.

Znów poddał się rozmyślaniom na temat bliskiej ucieczki.

— O, jakbym już chciał dożyć nocy!!

Zegar więzienny wybił godzinę czwartą popołudniu. Pozostało zaledwie dwie godziny do apelu i kontroli.

— Gdyby tak już było po wszystkim!...