Wodzi błędnym wzrokiem po celi. Czym tu „zabić” czas?

Naraz staje pośrodku celi i zaczyna liczyć cegły w wysokim kominie fabrycznym elektrowni więziennej. Ale wnet porzuca tę pracę i kładzie się na asfaltową podłogę, by ją nacierać rozżarzonymi rękami. Gorące krople potu ściekały mu teraz z czoła na zimną podłogę.

A zegar posuwał się naprzód. W stanie wzrastającego podniecenia Janek spożył kolację. Jeszcze pół godziny czasu pozostało do kontroli. Te pozostałe minuty wyczekiwania sprawiały mu nieludzki ból. Wyjął podobiznę Anieli, na odwrocie której widniał napis: „W chwilach zwątpienia i rozpaczy wspomnij o mnie” — i przywarł ustami do podobizny ukochanej. I w duszę jego wstępowała nowa nadzieja. Namacał ręką rewolwer. Doznał przypływu sił, jakby za nim stał silny oddział uzbrojony i gotowy do walki za jego wolność.

Przypomniał sobie, że już czas na wystawienie ubrania aresztanckiego na korytarz. Do jego uszu dolatują odgłosy uderzeń w kraty okienne. Zbliżały się decydujące chwile. Naprędce zrzucił z siebie odzież. Naładowany rewolwer ukrył w kołdrze.

Uderzanie w kraty staje się coraz wyraźniejsze i — to znak, że kontrola zbliża się. Obliczał teraz w myśli, że kontrolowano celę 228, a potem 229, a oto już stanęli przy celi 230. Drzwi jego celi rozwarły się... Okrzyk bólu zamarł gdzieś w jego podświadomości. Tym razem kontrolował cele jeden z najsurowszych dozorców. Tajemniczy głos szeptał Jankowi:

„Jesteś zgubiony”.

Klawy Janek wyszedł na korytarz, w myśl przepisów, i oparł się o mur obok swej celi na czas trwania „kontrolki”. Śledził każdy ruch klucznika. Oczy przesłaniała mu mgła. Prawie nic nie widział. Tylko każdorazowe uderzenie w kraty więzienne spadało na niego niby obuchem po głowie. „Kontrolka” trwa zaledwie kilka sekund, ale te sekundy wydawały mu się nieskończonością. Stał nieruchomy i przybity do miejsca, jakby zastygł na wieki.

A klucznik uderzał powoli, systematycznie. Kraty odpowiadały miarowo i głośno. Odnosiło się wrażenie, jakby ta muzyka ponurych tonów napawała dozorcę więziennego niewysłowioną rozkoszą.

— Dyń, dyń!...

Silny dreszcz wstrząsa Jankiem. Kurczowy zamyka oczy... Ręka klucznika opuściła się na „operowaną” kratę. Silne uderzenie rozlega się w celi, wywołując wstrząs w mózgu aresztanta.