Klucznik mruknął coś pod nosem i jeszcze raz mocno uderzył w to samo miejsce. Janek już był gotów do skoku, by spod kołdry wydobyć rewolwer, Ale w tej samej nieomal sekundzie klucznik schodzi ze stołu, na którym wydzwaniał najokropniejsze tony dla Janka. Dozorca objął okiem całość celi, wreszcie wycedził ostro, przez zęby:

— Włazić!

Janek, silnie wzruszony, podniósł ręce w górę, jakby tym ruchem chciał podziękować niebiosom, a z oczu trysnęły mu łzy wielkiej radości.

Gdy minęły pierwsze wrażenia doznanych emocji, uświadomił sobie, że czeka go jeszcze osiem godzin pobytu w celi. Dopiero o 2 w nocy miał stąd zwiać.

Janek rzucał się niespokojnie na posłaniu. A gdy zegar więzienny wybił godzinę dziewiątą wieczorem, krzyknął z bólu:

— Jeszcze cztery godziny!

Więzienie zaległa niezmącona cisza. Nawet donośne zazwyczaj chrapanie więźniów tej nocy, jakby na złość, ucichło. To jeszcze silniej podniecało Janka. By przedrzeć śmiertelną ciszę, głośno chrząknął. Wielokrotne echo przebiegło dziedziniec więzienny i zamarło gdzieś w kącie...

Janek wyostrzonym słuchem podchwycił ciche kroki nocnego strażnika i natychmiast rzucił się na posłanie. Rozległ się zgrzyt przekręcanego kontaktu i zabłysło światło. „Wizyterka” we drzwiach została odsunięta. Szare, niby kocie oko, wsunęło się przez otwór i przejrzało celę na wylot, by po chwili zniknąć w ciemnościach, które znów zaległy dokoła.

Teraz Klawy Janek był pewny, że tak prędko zdradzieckie oko klucznika tu nie zajrzy. Wstał z łóżka i położył rewolwer na stół. Zegar wybił godzinę dwunastą w nocy.

Klawy Janek ujrzał, jak nastąpiła zmiana warty pod oparkanieniem więzienia, przy czym rozprowadzający posterunkiem oświadczył: