— Miejcie na uwadze cele 103 i 230.
Janek wyciągnął stąd logiczny wniosek, że nie jest tu wyjątkiem i że w tym więzieniu mają jeszcze jednego na oku.
Znów opanowało go uczucie zwątpienia. Wszystko wypadało mu z rąk. Pożerała go gorączka czynu. Z wielką rozkoszą napił się zimnej wody. Uczucie zimna przywracało mu spokój. Zabrał się do pracy.
Przede wszystkim przygotował „linę”, po której miał się spuścić z okna w dół. W tym celu rozpostarł prześcieradło, wykonane z chłopskiego płótna. Był zadowolony z tej „swojskiej” produkcji; płótno było mocne i można było spodziewać się, że wytrzyma ciężar człowieka. Janek postanowił jednak wypróbować wytrzymałość płótna. Zaczepił prześcieradło o brzeg łóżka i z całych sił pociągnął. Można mu zaufać. Taka była jego decyzja.
Zegar więzienny wybił raz jeden. Janek w zdenerwowaniu nie mógł ustalić, czy to zegar wybił na znak wpół do drugiej czy pierwszej po północy, żałował, że już podarł koc. Co uczyni, gdy menta jeszcze raz zajrzy do jego celi?
Janek machnął ręką, jakby już na niczym mu nie zależało. Niech się stanie, co się ma stać!... Teraz musi doprowadzić rozpoczęte dzieło do końca!
Pośpiesznie owijał się w kawały czarnego sukna.
Wreszcie zegar wybił godzinę drugą.
Serce Janka zaczęło walić z całych sił. To był marsz radości i strachu na cześć tego, co miało nastąpić.
Jednym skokiem znalazł się na stoliku przy oknie. Znów zmieniła się warta. Przeczekał chwilkę i otworzył okno.