— Siadaj bliżej mnie — zawołał Janek. — Od razu skapowałem, że umożliwienie mi ucieczki jest zasługą jednego ze starych i wypróbowanych przyjaciół. Czymże się odwdzięczę?
— Wyzdrowieniem — odrzekł Krygier.
— Nie nadwerężaj sił — prosiła Aniela Janka spokojnie.
Krygier opuścił pokój chorego i zwołał kompanów na nagłe zebranie w zakonspirowanych podziemiach willi. Zebranie odbyło się w izbie bez okien. Ściany były wyściełane filcem i udekorowane pamiątkami różnych wypraw złodziejskich. Było to jednocześnie muzeum złodziejskich narzędzi pracy. W kącie stała kasa ogniotrwała według konstrukcji Krygiera.
— Ha, ha, ha — śmiał się Moryc — wypuściłeś go na „słowo honoru”. A czy frajerzy nam ufają na słowo?
Dyskusję tę przerwał służący, który zameldował, że przed furtką stoi pewna dama, która chce się tu dostać.
— Czy dała cyng? — spytał Krygier, pozostawiając uwagi Moryca bez odpowiedzi.
— Tak — odrzekł służący.
— Jaki?
— „Rej”!