Siedzieli przez dłuższą chwilę przytuleni do siebie. W duchu pomyślała sobie, że Janek mógłby zostać porządnym człowiekiem, tylko że świat mu to uniemożliwia. Życie go nie oszczędzało...

— A czy ty wiesz — zapytała naraz — że i ja uczestniczyłam w akcji wykradzenia ciebie z więzienia? Byłam pod parkanem więziennym w przebraniu mężczyzny.

— Ty, moja! — podskoczył w zachwycie. — Uczyniłaś to dla mnie?

— Tak. Moja miłość do ciebie uwikłała mnie w pierwszy konflikt z kodeksem karnym. Jak widzisz, już nabrałam kwalifikacji na przestępczynię... — uśmiechnęła się gorzko. — Moglibyśmy być szczęśliwi, gdyby nie twoja przeszłość... — jęknęła z bólu.

Cisza zaległa w pokoju. I choć nie mówili ze sobą, rozmowa ich trwała w duszy, w myśli i w pewnej chwili Janek zawołał:

— Powiedz, czego chcesz? Rozważ, a życie poświęcę dla ciebie! Co mam uczynić, abyś była szczęśliwa? Może chcesz, wyjedziemy stąd daleko, hen, za oceany, gdzie cywilizator-człowiek nie stanął jeszcze stopą na ziemi, tam, gdzie nie obowiązują kodeksy karne, gdzie będziemy mogli żyć w wolności i miłości.

— To fantazje! Dziecinada! Łudzisz się naiwnymi wyobrażeniami o przyszłości! Gdym ciebie poznała, również poddawałam się złudzeniom, ale życie jest silniejsze od nas. Największe twoje ofiary nie dadzą mi szczęścia. Najlepiej uczynimy, gdy się rozstaniemy.

Aniela zdenerwowana zaczęła biec po pokoju, po czym usiadła na kozetce, zakryła twarz rękami i wybuchnęła płaczem.

Usiadł przy niej. Objął ją silnym ramieniem. Bliskość jej ciała oszałamiała go do nieprzytomności.

Drżała jak w febrze. Była bezbronna. Patrzał na Anielę, która przymknęła oczy. Janek wyrzucał teraz z siebie gorące słowa o miłości, szczęściu i rozkoszy. A w mózgu huczało i wołało: „Janku, prędzej, prędzej teraz albo nigdy!” Jego zuchwałość potęgowała się z chwili na chwilę. Już był tak bliski szczęścia!... Zdawało mu się, że i ona tego pragnie!...