Krygier zrobił pauzę, wyjął cygaro hawańskie i je zapalił.
— Klawy Janek — ciągnął dalej — jest zakochany po uszy, jak głupiec. Aniela trzyma go w swoich łapkach jak kot myszkę. Od chwili zawarcia przez nich znajomości Janek jest do niczego. Muszę raz na zawsze skończyć z jego miłością. Zresztą lituję się nad Staśkiem „Lipą”. Uważam, że złodziej nie powinien wziąć złodzieja za zięcia.
— Ale co ty na to możesz poradzić?
— O, bardzo wiele — odrzekł Krygier chytrze.
Regina zauważyła jego wyraz twarzy. Drgnęła. W oczach błysnęły jej złe ogniki.
— To ohydne! Gdy człowiek nie jest zdolny do miłości, niechaj przynajmniej innym nie przeszkadza w tym.
— Mnie jego miłość nie wzrusza, nie grzeje ani nie ziębi. Ale nie mogę zaniedbać moich najważniejszych spraw dla jego miłości. Janek jest doskonałym robotnikiem. Ma złote ręce, a skarbiec ustawili pierwszorzędni inżynierowie zagraniczni. Nie będę w stanie sam uporać się z pancerzem stalowym i betonem chroniącym skarbiec przed włamaniem. A Janek celuje w takich włamaniach.
— Więc?
— A on, łajdak, włóczy się gdzieś ze swoją Anielą. Już dwa dni nie spotkałem go. Obawiam się, że Aniela oderwie go od nas na zawsze. I na to mam jedną tylko radę.
— ?