— Zaduszę cię!... — syknął ojciec na wpół oszalały.

W mgnieniu oka Aniela odskoczyła od ojca. Raptownie nacisnęła klamkę. Drzwi lekko się uchyliły. Wypadła na klatkę schodową. Jednym susem, zwinnie zbiegła ze schodów. Staszek „Lipa” popędził za nią. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Stracił równowagę i runął w dół... Łoskot spadającego ciała zmieszał się z okrzykiem przerażenia. A potem rozległy się jęki.

Przez krótką chwilę Aniela stała na dole i nadsłuchiwała. Wrócić czy oddalić się? Przemogło w niej uczucie córki. Pobiegła w górę. Pomogła mu podnieść się. Wąski strumyk krwi sączył się z jego głowy. Karetka pogotowia ratunkowego przewiozła go do szpitala. Gdy wyzdrowiał po tygodniu, znów prześladował córkę ojcowską miłością, zaklinając na wszystko, by zerwała z Jankiem i wyjechała z nim w świat. I choć Aniela w Poznaniu zdecydowała się na zerwanie z Jankiem, nie starczyło jej na to odwagi. Uwolniła się od ojca, gdy wynajęła w nowo wybudowanej dzielnicy pokój przy rodzinie. Adres jej znał tylko Janek, z którym całymi dniami obmyślała plany uwolnienia się od niebezpiecznego Krygiera, jedynej przeszkody w ich szczęściu.

Janek, który siedział teraz przytulony do Anieli i przeżywał drogie chwile szczęścia zakochanego, jakby naraz przebudził się:

— Sam nie wiem... Przy tobie nie chcę myśleć o niczym... Daj mi szczęście... Daj mi słodycz twoich ust, rozkosz twojej młodości...

Przywarli do siebie w największym uniesieniu. Jankowi zdawało się, że teraz już go nie odtrąci i że połączą się na zawsze. I Aniela czuła, że traci siły. Była bezwolna w jego ramionach. Ale oto przypomniała sobie scenę w pokoju hotelowym w Warszawie, kiedy Janek rzucił się na nią niby zgłodniałe zwierzę. W błyskawicznym tempie przesuwały się teraz przed jej oczami obrazy przeszłości. Przypomniała sobie chwilę podobną w willi Krygiera w Poznaniu. I tam zdawało się, że...

— Czemu znęcasz się nade mną? — wyjąkał złamany i zdruzgotany.

— Musisz się hartować, abyś umiał stawiać czoło pokusie kobiety — odrzekła z ironią.

— Pożądam cię każdym drgnieniem mojej duszy.

— Czy Janek ma w ogóle duszę? — drażniła go.