— Mam, może wyrodną, ale tylko ty potrafisz ją przekształcić. Ty możesz mnie wyciągnąć z bagna. Jesteś dla mnie jedyną kobietą na ziemi. Ty dasz mi szczęście.

— Przez ciebie przemawia teraz złodziejska krew... Poczułeś, zdobycz...

— Nie urodziłem się złodziejem... życie nauczyło mnie kraść.

— Ciekawa jestem, jak to się zaczęło.

— To smutna historia. Byłem sierotą. Cierpiałem nędzę i głód. Po raz pierwszy ukradłem ogórek.

— Ogórek? — roześmiała się Aniela. — I takie głupstwo zaprowadziło cię...

— Od tego tylko się zaczęło — przerwał jej Janek. — Kodeks karny nie zna kompromisu. Społeczeństwo dopatruje się niekiedy większej zbrodni w kradzieży głupiego ogórka, niż w wywołaniu pożogi światowej. Złodziej ogórka w bardzo krótkim czasie urósł na rozpruwacza kas.

— Ile miałeś wówczas lat?

— Piętnaście. W rok później odumarła mi także macocha. To była ohydna kobieta! Odmawiała mi jedzenia, chcąc mnie zmusić do potwornych rzeczy...

— Czego chciała od ciebie?