— Prawdę powiedziawszy, wówczas nie wiedziałem nawet dokładnie, o co jej chodziło.. Ale potem zrozumiałem wszystko... Była zdemoralizowana do szpiku kości... Byłem głodny. Udałem się na rynek. Skradłem ogórek kwaszony. Straganiarki rzuciły się na mnie. Oddano mnie w ręce policji. I tak trafiłem do Domu Poprawczego. Po sześciomiesięcznym pobycie w Domu Poprawczym udało mi się zbiec. Tam koledzy wyszkolili mnie w dziele złodziejskim...
— Co było dalej? — zapytała zaintrygowana tą spowiedzią Aniela.
— Byłaby to zbyt długa historia. I musiałbym to opowiadać tygodniami. Ważniejsze od tego, co było, jest teraźniejszość. A obecnie jestem szczęśliwy, że mam ciebie przy boku.
Objął ją ramieniem i obsypał pocałunkami.
— Dosyć się nacierpiałeś — odezwała się Aniela — i dlatego już najwyższy czas, abyś skończył z tym psim życiem.
— A czyż ja tego nie chcę?
— Nie dotrzymujesz słowa. W ubiegłym tygodniu znowu brałeś udział w wyprawie.
Janek zawstydzony zwiesił głowę. Odparł:
— Byłem goły.
— A co robią inni, gdy nie mają pieniędzy? Nie wszyscy kradną!