— Widzę jak na dłoni, na czym się skończy: powędruję znów za kraty, a ty... ty poślubisz lepszego ode mnie...
— Nie, najdroższy! Nas tylko śmierć zdoła rozdzielić!
Aniela zarzuciła na szyję Janka ramiona i spojrzawszy mu prosto w oczy, zapytała go:
— Będziesz jeszcze kradł?
— Tak — padła odpowiedź.
Aniela odskoczyła od niego, jakby rażona prądem. Splunęła tuż przy nim i krzyknęła:
— Precz stąd! Wynieś się z tego domu i nie wracaj tu! A ja sądziłam, że ty naprawdę mnie kochasz!...
— Anielo! — rzekł Janek w skupieniu. — Nie odtrącaj mnie! Bądź moją!... Zaczynam cię podejrzewać, że mnie nie kochasz, bawisz się moim kosztem. Daj mi dowód, że należeć chcesz tylko do mnie, a przestanę kraść.
— Idź, kradnij, rób, co ci się żywnie podoba. I tak zdechniesz złodziejską śmiercią!
— Wypędzasz mnie?