— Tak. Mój warunek brzmi: zerwiesz z tym światem, wyjedziesz ze mną za granicę, a gdy rok czasu wytrzymasz w nowym życiu, dopiero wówczas będę twoją.

Janek był oszołomiony tym nagłym zwrotem.

Wiedział, że teraz musi się zdobyć na decyzję, a na to brakło mu odwagi. Zbliżył się do Anieli i na klęczkach ją błagał:

— Jeszcze jeden raz muszę uczestniczyć w wyprawie Krygiera. Za dwa tygodnie będzie po wszystkim. A potem pójdę z tobą, gdzie tylko każesz. Nie zabraknie nam pieniędzy. Urządzimy się wygodnie, w dostatku. Daleko od wszystkich. Będziemy żyli w szczęściu, jak para gołąbków...

— Nie — zagrzmiał nad nim głos Anieli. — Wolę mieszkać z tobą w suterynie, chodzić boso i nago niż w pałacu i kosztownych strojach za kradzione pieniądze. Wybieraj: ja albo Krygier.

— Zapominasz o tym, co Krygier uczynił dla mnie — odezwał się po chwili Janek. — Wydobył mnie z więzienia. Musiał z mego powodu uciekać do Poznania. Nie mogę tak nikczemnie postępować wobec niego. Tylko ta jedna, ostatnia robota i...

— Ja albo Krygier — ponowiła stanowczo swoje żądanie.

Janek byłby gotów uciec z Anielą na koniec świata, gdyby nie jego ambicja złodzieja, która nie pozwalała mu tak postąpić wobec „swego” człowieka, poniekąd dobrodzieja.

Janek biegał nerwowo po pokoju. Był między młotem i kowadłem. Nerwy jego nie wytrzymały tego napięcia. Podszedł do okna, by zaczerpnąć zimnego powietrza. Naraz przystanął i rzekł:

— Zanim rozstaniemy się, pragnę cię tylko o jedno zapytać.