— Muszę jeszcze raz uczestniczyć w wyprawie Krygiera. Muszę skwitować z długu. Nigdy nie dopuściłem się wobec kompanów czynu sprzecznego z etyką ludzi podziemi. Chcę się z nimi rozstać tak, aby nikt nie mógł mi czynić wyrzutów. Musisz mnie zrozumieć.

Aniela nie odezwała się słowem.

— Dlaczego milczysz?

— Com miała powiedzieć, już ci oświadczyłam. Stanowiska mego nie zmieniłam: ja albo Krygier.

— Nie zapominaj, że to nie tylko o mnie chodzi, ale także i o ciebie. Nie przeżyłbym tego, gdybyś miała być wtrącona do więzienia.

— Troszcz się o siebie, nie o mnie.

— To twoje ostatnie słowo?

Aniela nie znalazła odpowiedzi. Już wiele doświadczyła w życiu, które nauczyło ją rozumieć nie tylko swoje pragnienia. Zdawała sobie sprawę ze stanu duchowego, podniecenia Janka, którego trawiła gorączka zmysłów. Nie dziwiła się, że przy niej traci panowanie nad sobą. Dlaczegóż miałby być lepszy od ludzi z towarzystwa , którzy na jej widok z dżentelmenów zamieniali się na hieny, gotowe w każdej chwili do skoku na upatrzoną zdobycz. Na każdym kroku mężczyźni dali jej do poznania, że świat dzieli się na dwa gatunki — na samce i samice.

Przysunęła się do Janka tak blisko, że ustami muskała jego twarz. Oparła głowę o jego ramię i szeptała:

— Jak mi źle na święcie. Muszę walczyć ze sobą, staczać boje z tobą, z ojcem, z policją, z całym światem, i to wszystko po to, byś mógł być na zawsze moim. Wiem, że mógłbyś być dobrym człowiekiem, gdyby nie twoja przeklęta przeszłość.