Aniela rozpłakała się. Zakryła twarz rękami i przywarła ciałem do tapczanu. Janek przez chwilę spoglądał na nią bezradnie. Ale oto myśli jego zaczęły krążyć dokoła innej sprawy. Nie słyszał teraz jej płaczu. Oczy jego przykuwała wąska kibić i zgrabne nóżki Anieli. Postanowił wykorzystać jej chwilę słabości. W mgnieniu oka oplótł ją silnymi, stalowymi ramionami.

Aniela była bezsilna wobec niego. W mózgu jej huczało: „uczyni ze mną, co zechce...”.

Ale oto rozległo się głośne pukanie do drzwi. Po chwili ktoś stanął na progu pokoju.

Janek odskoczył na bok i najpierw z przerażeniem, a potem z oburzeniem utkwił wzrok w przybyłym. Na progu stał Krygier. Ironiczny uśmiech zaigrał na jego ustach.

— Czego tu chcesz? — zawołał ostro Janek.

— Spokojnie, tylko spokojnie — odparł Krygier. — Powinieneś być zadowolony, że w porę się tu zjawiłem...

Aniela, opanowawszy wstyd, rozkazała Jankowi:

— Precz stąd...

Janek z początku nie wiedział, jak zareagować na afront Anieli w obecności Krygiera, ale gdy pierwsze wrażenie minęło, zwrócił się do Krygiera:

— Krygier, chodźmy stąd!