Krygier w duchu przyznał Jankowi słuszność. Aniela warta jest poświęcenia i miłości. Urok bił z każdego jej ruchu, gestu, słowa. Krygier szybko umiał wyzwalać się spod czaru kobiety. Przystąpił więc od razu do rzeczy.
— Dokąd się pani wybiera, że pakuje manatki?
— Czy ze wszystkiego muszę panu zdawać relację?
— Jeżeli pani ma zamiar prowadzić rozmowę w tym tonie, wolę od razu panią pożegnać. Pragnę tylko dodać, że przybyłem tu raczej dla pani dobra.
— Gdzie on?
— Już pani za nim tęskni?
— O, nie — odrzekła nieco zażenowana i zarumieniona. — Rozczarowałam się zupełnie co do niego, gdyby nie pańskie nagłe zjawienie się w moim pokoju, byłby mnie przecież udusił, ten bandyta...
Krygier, uśmiechając się, powiedział:
— Chyba wiem lepiej od pani, do czego Janek jest zdolny.
Rozmowa się urwała. Aniela zamyślona wyglądała przez okno. Promienie słońca zimowego rzucały na jej twarz dziwny blask, który wskrzesił w skamieniałym sercu Krygiera iskrę uczucia ojcowskiego. Odezwał się do niej: