— Dosyć tej bezczynności i gadaniny. Trzeba działać na gorąco. Rozkazuję natychmiast wziąć ze sobą najzdolniejszych kolegów. Nie zapomnijcie też o psach. Szukać, działać, przewracać, tylko nie na Smoczej. Zbrodniarz, który zdolny był do zagarnięcia takiej sumki bawi się teraz w przyzwoitszych lokalach niż nam znane brudne meliny.

— Rozkaz, panie komisarzu! — zawołali obecni.

— Wobec tego marsz!...

Gabinet natychmiast opróżnił się, a komisarz rozpoczął zwykłą wędrówkę po pokoju.


Komisarz Żarski należał do najsławniejszych detektywów nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Niemniej znany był w świecie podziemnym. W dowód uznania ludzie nocy ukoronowali go pięknym przezwiskiem „Filozof”.

Lubił wdawać się w pogawędki z przestępcami, a nieraz i dowcipkować; tematy rozmówek były najróżnorodniejsze. Starał się jednak zawsze prowadzić je z humorem. Rozmowy te najczęściej poruszały sprawę zajść między ludźmi nocy a policją. Nigdy nie płosząc i wykorzystując zaufanie, słuchał niekiedy całymi godzinami oryginalnej filozofii życia.

Przestępcy lubili go, a jednocześnie widzieli w nim niebezpiecznego wroga. Więcej się obawiali jego rad ojcowskich i humoru niż krzyków tych, którzy obchodzili się z nimi surowo.

Śledztwo prowadził zawsze ostrożnie, z wielkim taktem i umiarem, aby nie urazić „ambicji” przestępcy. Dobierał dowcipnych słów, by trafić w piętę achillesową delikwenta. Tak długo manewrował, aż wydobył ze skrytej zazwyczaj i podejrzliwej duszy przestępcy to, na czym mu zależało.

Wiek „Filozofa” trudno było odgadnąć na pierwszy rzut oka. Niewielu mogło dostrzec nieznaczne zmarszczki na wysokim czole, które podkreślało jego inteligencję. Dobrze zbudowany, o „poetyckiej” czuprynie, imponował przestępcom, którzy też przywykli wyrażać się o nim z największym szacunkiem.