Jego urodziwy wygląd i opanowane ruchy stanowiły żywy kontrast z przejmującym wejrzeniem stalowoszarych oczu. Całe jego zachowanie charakteryzowało gentlemana w całym tego słowa znaczeniu.
Zajście z zamordowanym policjantem nie bardzo „kleiło się” w jego logicznie funkcjonującym umyśle.
Znał dobrze duszę przestępcy. Praktyce, nabytej przez długie lata, przeczyły fakty. Mógłby nawet przysiąc, że włamywacz nieraz woli zrezygnować z łupu i powędrować za kratki, niż wykonać „mokrą” robotę.
Nie mógł zrozumieć, w jaki sposób karabin policjanta został znaleziony w ogrodzie o kilkaset kroków oddalonym od miejsca zbrodni. Było to najlepszym dowodem, że opryszek miał karabin w swoim posiadaniu.
Tym bardziej głowił się, dlaczego nie zrobił on użytku z karabinu i nie strzelał zeń do policjanta, a natomiast oddał strzały z mniej wygodnego damskiego rewolweru. Nie wątpił już wcale, że stróż bezpieczeństwa został zabity z miniaturowej „maszynki” pochodzącej z kasy hrabiny.
Po dłuższej walce ze sobą doszedł komisarz do wniosku, że mordercy zależało na podkreśleniu łączności mordu z włamaniem.
— Muszę wyświetlić prawdę! — zawołał na głos. Zajście to, związane nielogicznymi domyślnikami, zalatuje grubszą tajemnicą.
Komisarz Żarski był urodzonym detektywem i naprawdę był z niego „kawał filozofa”. Człowiek z wyższym wykształceniem, pochodzący z dobrze sytuowanej rodziny ziemiańskiej, poświęcił się karierze policyjnej raczej z zamiłowania niż z żądzy awanturniczych przygód. Nawet bronił nieraz przestępów, usprawiedliwiając ich okolicznościami, które pchały ich na drogę występku. Twierdził, że dużo niewinnych ludzi siedzi w więzieniach rosyjskich. Starał się choć udowodnić, że przestępca nie zasłużył na tak wielki wymiar kary, jaki otrzymał.
Był człowiekiem uczciwym, co w policji rosyjskiej było rzadkością. Nie przypisywał nikomu winy, zanim nie miał konkretnych dowodów w ręku. Nie podejrzewał, póki nie miał podstaw ku temu.
Koledzy, rodowici Rosjanie, okazywali mu szacunek. Nawet ci, którzy w wyniku jego mądrych wywiadów powędrowali do więzienia, nie mieli do niego żalu.