— Jak tam się miewa „Filozof”? — pytano nowo przybyłego do więzienia.
— Porządny chłop, bez winy nikogo nie oskarża — mawiał nieraz jego były klient.
Dłuższy czas spacerował komisarz, analizując w myśli zajście. Wtem ktoś dyskretnie zapukał do drzwi.
— Proszę!
Drzwi otwarły się. Elegancka dama nieśmiało przestąpiła próg.
— Ach! Pani hrabina. Proszę, niech pani spocznie.
Podsunął jej krzesło i przyglądał się jej z uwagą.
Hrabina, kobieta w wieku balzakowskim, nie sprawiała wrażenia arystokratki, a raczej podobna była do eks-primadonny operetkowej. Ruchy miała sztuczne i zagadkowy błysk w pięknych, trochę przygasłych oczach.
Usiadła, niepewna siebie, lecz prędko odzyskała równowagę, starając się uwydatnić dystyngowane maniery, właściwe arystokratom.
— Pan komisarz wezwał mnie tutaj. Jestem ciekawa, w jakiej to sprawie — wymówiła rosyjskim językiem.