— Zapewne domyśla się pani, o co nam chodzi.
Hrabina wyprostowała się, poprawiła czarny welon, który uprzednio zakrywał jej twarz, i utkwiła bystry wzrok w twarzy komisarza. Ten od razu wyczuł, że ma do czynienia z kobietą, która przyzwyczajona jest rozkazywać, a nie słuchać.
— Nie wystarczy, że okradziono mnie, a jeszcze wzywają do urzędu — rzekła, udając obrażoną.
— Nic strasznego — odparł komisarz poważnie. — Rozumiem zdenerwowanie szanownej pani. Zawezwaliśmy panią we własnym interesie. Chcemy odnaleźć pieniądze zrabowane u pani hrabiny.
Hrabina zaszlochała.
— Taki majątek!... Zrujnowali mnie!...
— Płacz tu nic nie pomoże. Trzeba działać. Poproszę panią ściśle odpowiadać na moje pytania — dorzucił służbowo.
— Dajcie mi spokój!... Głowa mnie boli! Nie wiem, co się dzieje ze mną — wybuchnęła jeszcze większym płaczem.
Komisarz starał się uspokoić ją, używając wypróbowanych środków, jakimi dysponował; nalał do szklanki zimnej wody, podsunął jej miękki fotel, poczęstował nawet papierosem. Widząc, że uspakajające środki zawodzą — odezwał się grzecznie:
— Wobec tego jeszcze raz będę zmuszony fatygować panią hrabinę...